Potrafię mieć dystans do siebie.

Aleksander Mikołajczak

 

Nie lubi opowiadać o sobie publicznie, woli rozmawiać o rolach, które tworzy, a gra bardzo dużo. O sprawach prywatnych dyskutuje szczerze z przyjaciółmi. Są jednak tematy, które wywołują u niego uśmiech niezależnie od tego, z kim rozmawia. Jednym z nich są osiągnięcia jego dzieci. W ostatnich latach często ma okazje opowiadać o córce Izie Miko.

 

Jakiś czas temu gościłeś u swojej córki w Stanach.

To były wyjątkowe chwile. Byliśmy ze sobą przez cały czas mojej wizyty. Mogliśmy rozmawiać o wszystkim, tak szczerze, od serca. Poznałem lepiej środowisko, w którym przebywa, świat, w którym żyje. Zawsze byłem z niej dumny, że wkłada całe serce, ogromny wysiłek w to, co robi. Teraz mogłem przekonać się naocznie jak bardzo jest za to ceniona w świecie, który my znamy z relacji mediów.

Takie chwile nosi się długo w sercu.

O tak! Jestem mało obiektywny jako ojciec, ale myślę, że Iza wiele osiągnęła i co najważniejsze, zrobiła to sama. Własną praca i talentem doszła do pozycji, którą się teraz cieszy. Jako doskonały przewodnik pokazywała mi miejsca, które znałem dotąd z filmów.

Zasłużyłeś na chwilę odpoczynku. Przez ostatni czas nie mogłeś narzekać na brak pracy. W Teatrze Polonia grasz w kolejnym spektaklu.

Zagrałem w „Romulusie”, z czego byłem naprawdę dumny. Po tej sztuce zaproponowano mi rolę Szambelana w „Panu Jowialskim”. Sądząc po reakcji widzów, sztuka bardzo się podoba. To jest wykładnik naszej pracy – brawa i opinie tych, którzy kupili bilety. Dzięki temu mamy zapał do dalszej pracy.

Jesteś obecny w większości seriali. Są to naprawdę bardzo różne role od lekarzy, prawników po czarne charaktery z marginesu.

Tak właśnie jest. Często dostaję do zagrania postać, która jest całkowitym przeciwieństwem tego, kim jestem naprawdę. I to jest wspaniałe. Takie wyzwania rozwijają aktorsko. Właśnie skończyłem zdjęcia do nowego serialu dla Polsatu „Ludzie Chudego”. Mogę tylko zdradzić , że widzom nie zabraknie emocji, a i dla nas – aktorów – była to niezwykła praca, o której mam co opowiadać (śmiech).

Od dawna wiedziałeś, że będziesz aktorem?

Pierwsze role grałem jako dziecko… na spacerach z rodzicami. Dla żartu udawałem małpkę albo zabawnego  garbusa. Rodzice się przyzwyczaili, a przechodnie mogli się uśmiechnąć. Do dziś mi to zostało. Potrafię mieć dystans do siebie i zażartować sobie chocby na spacerze z córką Sylwią. Jest nastolatką, więc czasami wprawia ją to w lekkie zażenowanie, ale wie, że taki już jestem.

Jesteś duszą towarzystwa, doskonale opowiadasz dowcipy, ale nie bywasz na imprezach dla gwiazd.

Zabawa ma sens wśród przyjaciół. Mój zawód nie polega na promowaniu siebie za wszelką cenę lecz na kreacji konkretnych ról. Nimi się przedstawiam widzom. Przecież trzeba zostawić coś tajemniczego, niedomówionego. Wtedy łatwiej widzowi uwierzyć w rolę, którą kreujemy.

Zdradzisz, co będziesz robił w wakacje?

Nie planuję długich wyjazdów. Może więc bardziej zadbam o formę i pojeżdżę na rowerze, popływam. Chciałbym poświęcić też więcej czasu rodzinie i przyjaciołom. Ostatnio dużo pracowałem i jest sporo do nadrobienia w tej kwestii.

Dziękuję za rozmowę.

Marzanna Graff-Oszczepalińska